Burze w szklance wody, czyli o kłótniach w związku
klotnia
Fot. ojoimages

Myślę, że zbyt często się kłócę. W pewnym sensie odrobinę mi to odpowiada, ale co na to bliscy? Zależy jak na to spojrzeć. Wiadomo, że przy ostrzejszej wymianie zdań możemy liczyć na usłyszenie tego, co tak naprawdę druga osoba o nas myśli. Jednak z drugiej strony, czy aby na pewno jest nam to potrzebne?

W pierwszym momencie wydaje mi się, że tak. Po chwili zastanowienia wyobrażam sobie, że ktoś bliski mówi o mnie okropne rzeczy. Nie, tego na pewno bym nie chciała. Czyli nie wiadomo, z której strony to ugryźć. Wszyscy dobrze wiemy, że kłótnia to nieodłączna część naszego życia. Raczej nie możemy zapobiec pojawianiu się spięć. A skoro coś już musi istnieć, może lepiej to zaakceptować? Znam różne pary, różne małżeństwa i różne inne odmiany związków. Każde z nich to odrębny przykład i jednocześnie odrębny wyjątek, potwierdzający regułę. Można się kłócić przez lata i dalej ze sobą być. Można też po pierwszej sprzeczce podkulić ogon i się wycofać.

Niczego nie pochwalam, ani też nie potępiam. Przecież nikt nie ustala regulaminu kłótni i nikt tak naprawdę nie wie, jak powinno to wyglądać. Istnieje pewna teoria w psychologii, mówiąca o tym, że kryzys jest koniecznym składnikiem rozwoju. Co to ma do rzeczy? Mianowicie to, że czasami trzeba zburzyć stary porządek, aby zbudować coś nowego.

Jeśli burzyć to już radykalnie, czyli porządną wymianą zdań. Wtedy kłótnia staje się błogosławieństwem, niczym deszcz po wielu dniach suszy. Wiadomo jednak, że zbyt intensywna ulewa, potrafi wszystko zniszczyć. Jak zwykle więc, należy zachować umiar. Nie można wyciągać najcięższych dział, na byle potyczkę dnia codziennego. Przecież nasz partner także ma uczucia. Te akurat bardzo łatwo można zranić.

W pierwszym momencie wydaje mi się, że tak. Po chwili zastanowienia wyobrażam sobie, że ktoś bliski mówi o mnie okropne rzeczy. Nie, tego na pewno bym nie chciała. Czyli nie wiadomo, z której strony to ugryźć. Wszyscy dobrze wiemy, że kłótnia to nieodłączna część naszego życia. Raczej nie możemy zapobiec pojawianiu się spięć. A skoro coś już musi istnieć, może lepiej to zaakceptować? Znam różne pary, różne małżeństwa i różne inne odmiany związków. Każde z nich to odrębny przykład i jednocześnie odrębny wyjątek, potwierdzający regułę. Można się kłócić przez lata i dalej ze sobą być. Można też po pierwszej sprzeczce podkulić ogon i się wycofać.

Niczego nie pochwalam, ani też nie potępiam. Przecież nikt nie ustala regulaminu kłótni i nikt tak naprawdę nie wie, jak powinno to wyglądać. Istnieje pewna teoria w psychologii, mówiąca o tym, że kryzys jest koniecznym składnikiem rozwoju. Co to ma do rzeczy? Mianowicie to, że czasami trzeba zburzyć stary porządek, aby zbudować coś nowego.

Jeśli burzyć to już radykalnie, czyli porządną wymianą zdań. Wtedy kłótnia staje się błogosławieństwem, niczym deszcz po wielu dniach suszy. Wiadomo jednak, że zbyt intensywna ulewa, potrafi wszystko zniszczyć. Jak zwykle więc, należy zachować umiar. Nie można wyciągać najcięższych dział, na byle potyczkę dnia codziennego. Przecież nasz partner także ma uczucia. Te akurat bardzo łatwo można zranić.

Z drugiej strony, w żadnym wypadku nie należy całkiem rezygnować z tej formy komunikacji. Dobrym sposobem może być systematyczne rozładowywanie napięcia. W takim rozwiązaniu najważniejsze jest, aby mówić o tym, co nam się nie podoba, w momencie gdy to się dzieje.

Jeśli wspomnimy o tym za jakiś czas, można się pokłócić chociażby o to, dlaczego nie powiedzieliśmy o tym wcześniej. I koło się zamyka. Jeżeli jednak na każdym kroku będziemy okazywać niezadowolenie, mamy powód do kolejnej kłótni. Jak widać, łatwo nie jest.

Nie da się uniknąć kłótni, nawet gdybyśmy bardzo tego chcieli. Pamiętajmy, że związek to spotkanie dwóch odrębnych serc, dwóch innych dusz i charakterów. Zanim się „dotrzemy”, czeka nas ciężka praca. Bywa, że nawet po długim czasie sytuacja się nie zmienia. Zaznaczam więc jeszcze raz: warto zaakceptować to, czego nie da się poprawić.

To nie oznacza, że mamy być ulegli i wysłuchiwać bez słowa wiecznych pretensji. Powinniśmy się nastawić na partnerski dialog, który będzie zakładał szacunek dla drugiej osoby. Musimy pamiętać, że partner także ma prawo wyrazić swoje zdanie, poglądy czy niepokoje. Każdego dnia musimy podejmować decyzję, w jaki sposób zareagować i jak się porozumieć. Na koniec przypomnę fragment piosenki: A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój... Nawet jeżeli bywa niespokojnie, wyczekujmy tego, co przyjdzie później. Efekty mogą nas bardzo pozytywnie zaskoczyć, być może nawet zachwycić.


 

Autor opracowania: Anna Pyka

Źródło tekstu: Fozik.pl, zdjęcia: ojoimages

Adres www źródła: www. Fozik.pl

Podziel się
Poleć znajomemudrukuj tekst
Oceń artykuł: 
 2 głosy
30-04-2010, 12:56

Przeczytaj komentowany artykuł: Burze w szklance wody, czyli o kłótniach w związku

Czasem wkładamy sobie "nóż w plecy" tylko po to aby za chwilę się pogodzić ...

Kłótnie są potrzebne, urozmaicają związek, ale co za dużo to nie zdrwowo

szafirowa_mgiełka

szafirowa_mgiełka

01-06-2010, 13:10

Teraz już wiem, słowa wypowiedziane w złości nie są lekiem na zwiazek. Kłótnia może być budująca, tylko wtedy, gdy jest inteligentna, czyli wtedy, jesli żadna ze stron nie używa wulgaryzmów nic nie wprowadzających w merytorykę przekazu. Kązdy potrafi wszystko wytłumaczyć tylko czasem nalezy się chwilę poświęcić i nie krzyczeć, nie unosić się, nie denerwować.
Na rozładowanie napięcia są lepsze środki.

Ja mam ochote zapisać się na kick boxing.

Co myślicie na ten temat...???

Benia

Benia

Dermatologia i kosmetologia (rozwiń)

Kobieta - zdrowie i profilaktyka (rozwiń)

Dziecko - zdrowie i profilaktyka (rozwiń)

Mężczyzna - zdrowie i profilaktyka (rozwiń)

Styl życia: sztuka, rozrywka, muzyka (rozwiń)

Praca (rozwiń)

O zdrowiu - choroby cywilizacyjne (rozwiń)

Cenisz innych za