Zaloguj
Reklama

Przeprowadzka za granicę - etapy i emocje

Przeprowadzka za granicę - etapy i emocje
Fot. medforum
(0)

Świat zmalał, a podróżowanie i przemieszczanie się nigdy nie było łatwiejsze. Złożyło się na to wiele czynników, choć jednym z bardziej podstawowych może być wstąpienie Polski do Unii Europejskiej i idące za tym umowy międzynarodowe, zwiększające szansę na zdobycie pracy za granicą czy wyjazd na studia. Wielu z nas zapragnęło wykorzystać szansę… tylko co się z tym wiąże? Zdaje się, że wszystkie tego typu wyjazdy można podzielić na pewne podobne do siebie etapy. 

Jeszcze piętnaście lat temu perspektywa zagranicznej wycieczki była dla wielu Polaków luksusem, nawet jeżeli wiązał się on z perspektywą spędzenia trzydziestu sześciu godzin w autobusie. Jechać całą dobę by zobaczyć Wieżę Eiffle'a!? Marzenie. Podróż samolotem była poza zasięgiem budżetu przeciętnego obywatela. Dziś dzięki rozwojowi linii lotniczych, a także rozwojowi bankowości internetowej, możemy w kilka minut kupić bilet i za przysłowiowe grosze wyjechać na koniec świata, a co więcej - osiedlić się tam.
Paryż, Londyn, Amsterdam przestały być daleko – to tylko inne miasta na mapie regionu zwanego Europą. Przecież podróż samolotem do Paryża, wraz z odprawą, zajmuje plus minus tyle samo czasu co podróż pociągiem z Warszawy do Wrocławia! Te czynniki często znacznie ułatwiają decyzję o przeprowadzce, także dlatego, że nie musi ona oznaczać drastycznej rozłąki z rodziną. Zdarza się, że w ciągu tygodnia pracujemy tak dużo, że i tak nie widujemy się z najbliższymi, zatem przyjeżdżanie nawet co tydzień czy dwa na weekend ma swoje dodatkowe uzasadnienie, zwłaszcza jeśli wiążę się z szeregiem innych korzyści.

Dlaczego wyjeżdżamy?

Oczywiście, każda decyzja jest indywidualna i czym innym umotywowana, choć najczęściej decydujemy się na dłuższy wyjazd z kraju z kilku podstawowych powodów. Na ogół są to praca, edukacja (zarówno formalna, jak i nieformalna), życie uczuciowe lub... nadzieja na to, że w określonym miejscu będzie nam po prostu „lepiej”. Łatwiej uda się założyć biznes, łagodniejsze prawo podatkowe, wyższe płace... I na dobrą sprawę, niezależnie od tego czy akurat dostaliśmy intratny kontrakt w dużej firmie, stypendium na świetnej uczelni czy właśnie postanowiliśmy otworzyć knajpę w Indonezji, w pewnym sensie towarzyszą nam podobne uczucia, zmagania i rozterki. I trzeba się także nastawić na to, że wiele z naszych oczekiwań po prostu nie spełni się, choć jednocześnie nie oznacza to, że należy od razu widzieć wyjazd w ciemnych barwach. Zawsze warto otworzyć się na nieoczekiwane i wierzyć, że wszystko się ułoży, ale też realistycznie ocenić to, że życie zweryfikuje nasze oczekiwania i dołoży niespodzianki – te pozytywne i te negatywne.

Porządki

Wyprowadzki mają pewien istotny aspekt – pomagają uporządkować życie. Nagle do głowy przychodzą myśli - czy rzeczywiście te wszystkie gromadzone miesiącami rzeczy są potrzebne? Może zamiast zawalać niepotrzebnie miejsce, nienoszone od lat ubrania albo nietknięte książki sprawią komuś radość? Czy jest sens je trzymać? Co z lekami których się nie zużyje, a nie zabierze się ich ze sobą? Z czasem okaże się, że te kwestie porządkowania przenoszą się także na relacje międzyludzkie. Decydując się na dłuższy wyjazd, musimy mieć świadomość, że pewne znajomości po prostu nie przetrwają – z braku czasu i okazji do spotkań. Nie oznacza to, że ludzie przestają być ważni, ale znajomości zanikają albo przechodzą na znacznie mniej intensywny poziom… lub zupełnie przeciwnie. Życie na odległość rewiduje relacje. Istnieje pewna krzepiąca kwestia – ważni ludzie zostają, niezależnie od tego czy mieszkają w odległości pięciu kilometrów czy pięciu stref czasowych. Trzeba mieć jednak świadomość, że czasami „do widzenia” oznacza „żegnaj” i nie ma na to rady.

Organizacja nowego życia

Bilet kupiony, bagaż spakowany, 23kg albo 32kg oraz ten mniejszy, podręczny. Rodzina i przyjaciele pożegnani, pełni ciepłych myśli, czulej niż zazwyczaj ściskają przed rozstaniem. Powiew nowego powietrza na lotnisku albo dworcu w nowym miejscu, spojrzenie dookoła… i co dalej? Są miasta w których rynek wynajmu nieruchomości jest przytłaczająco trudny, a poszukiwanie mieszkania to koszmar. Tu za drogo, tu zdjęcie z ogłoszenia okazało się podrasowane, tu nie ma centralnego ogrzewania… Problemy nieraz piętrzą się bez końca.
Co więcej, właściciel lokalu żada kaucji w wysokości dwukrotnej miesięcznej kwoty wynajmu, zaświadczenia o zatrudnieniu i wyciągu z historii konta zanim podpisze jakąkolwiek umowę. Czy będzie napisana w języku, który dobrze znamy i władamy nim swobodnie? Oczywiście, nie musi to wyglądać aż tak źle, ale nieraz przed wyjazdem nie uświadamiamy sobie jak trudne może być zapewnienie sobie podstawowych warunków bytu w nowym miejscu, zwłaszcza, że ludzie nieraz chcą żerować na niewiedzy i naiwności człowieka, który dopiero co przyjechał do nowego kraju. Warto się z tym liczyć! Na pewno przed wyjazdem należy się zorientować w rzeczach, które w miejscu zamieszkania są dla nas naturalne i się nad nimi nie zastanawiamy, takie jak pogoda, koszty życia, transport, ubezpieczenie.


fot. panthermedia

Sieć kontaktów

Wiele spraw ułatwia internet. Odpowiednia grupa na Facebooku, niewinne pytanie o przedszkole dla dziecka albo kurs salsy w okolicy i tak powstają pierwsze znajomości, chociażby na dobry początek. Nawet błahe relacje w nowym miejscu przydają się nie tylko ze względów związanych z zabiciem poczucia osamotnienia czy izolacji. Często też mieszkańcy danego miejsca, oswojeni z życiem w nim, mogą podpowiedzieć całe mnóstwo rozwiązań związanych z funkcjonowaniem na codziennym poziomie – jaki bank, który urząd pocztowy, czy lepiej kupić bilet miesięczny czy pakiet przejazdów, gdzie w okolicy kupić najlepszy chleb. Takie drobne rady stwarzają pewien zamiennik więzi, ale pozwalają także w oswojeniu miejsca.
Z czasem poznaje się ludzi, którzy zostają przyjaciółmi „od serca”, ale na to pracuje się w zupełnie inny sposób.

Szok kulturowy i tęsknota

To, czy go przeżyjemy i do jakiego stopnia, zależy od wielu czynników – naszej osobowości, miejsca docelowego, naszych oczekiwań. Na poziomie ogólnym bliżej nam mentalnie do Francuzów niż mieszkańców południowych Chin, ale ten fakt nie musi oznaczać, że w tym drugim z wymienionych miejsc się nie odnajdziemy. To kwestia indywidualna. Często też okazuje się, że imigranci wszystkich krajów świata tęsknią za czymś, czego istnienia nawet nie zauważali mieszkając w rodzinnych stronach. To może być ulubiony jogurt z małej mleczarni albo oglądanie tej samej pogodynki co czwartek. Drobiazg, którego braku może się nie odczuwa każdego dnia, ale miło by było mieć go czasem z powrotem ze sobą… tylko to niemożliwe.

Normalność

W końcu – po miesiącu, trzech, pół roku czy roku, pojawia się uczucie stabilizacji. Wiemy czego się spodziewać, a czego nie. W miejsce ulubionego jogurtu z małej polskiej mleczarni wchodzi ulubiony lokalny produkt. Znamy imiona dzieci wszystkich koleżanek z pracy. Jeśli właśnie skończył się semestr na uczelni, to doskonale wiemy, że ponura mina sekretarki w biurze wymiany międzynarodowej wróży dwie godziny czekania w kolejce. Być może właśnie jesteśmy przed kolejną decyzją, która jest jeszcze trudniejsza niż decyzja o wyjeździe – czy wracać? Do czego i dlaczego? Z dystansu widać lepiej, a perspektywa kilometrów może także pomóc na nowo spojrzeć na swoje życie.

W tym wszystkim tak naprawdę chodzi o oczekiwania i ich realizację. Przeprowadzka do miejsca A czy B z myślą, że tam na pewno będzie lepiej pod każdym możliwym względem, tylko dlatego, że to miejsce A czy B, nie ma sensu. Miejsce idealne nie istnieje, zawsze będzie jakieś „ale”. Pytanie – na czym zależy nam najbardziej i czy właśnie to możemy znaleźć w prywatnym Eldorado. Jednocześnie, za każdym razem gdy się przenosimy, niezależnie od tego jak często nam się to zdarza, podejmujemy wiele ważnych kroków, stajemy się silniejsi i uczymy się bardzo wiele o sobie i swoich mozliwościach. Być może to jest najważniejsze.

(0)
Reklama
Komentarze