Zaloguj
Reklama

Pociąg do kawy

Autor/autorzy opracowania:

Adres www źródła:

Kategorie ATC:


Pociąg do kawy
Fot. medforum
(5)

Wsiąść do pociągu... ale nie byle jakiego pani Marylko, tylko w stronę Katowic. A ponieważ jest wczesny ranek, moje myśli biegną nigdzie indziej, jak w kierunku dużego, niebieskiego kubka pełnego parującej cieczy koloru kawy z mlekiem. Przepraszam, bo to jest kawa z mlekiem. Właściwie to materialnie jej nie ma, ale w mojej głowie czuje nawet jej kuszący zapach. Prawda jest taka: uzależniłam się od kofeiny. Prawda numer dwa: nie ja jedna.

Reklama

Pociąg rusza, a ja oczami wyobraźni widzę futurystyczne pociągi, gdzie dowolnie można pić krzepiący napój. Oczywiście, że dzisiaj też można, gdy ktoś jest nieszczęśnikiem w pociągu dalekobieżnym. Jednak w zwykłych, obskurnych pociągach? Kawa byłaby jak łyk zbawienia. Moja trasa trwa 45 minut, wypicie kawy zajmuje mi około pięciu. Wychodzi dziewięć kaw w czasie podróży. Zgadzam się, lekka przesada, ale musicie wiedzieć, że niewiele mniej wypijam w ciągu dnia. A raczej wypijałam, zanim zaczęłam się ograniczać.

 
Kawa jest używką szkodliwą dla naszego organizmu, ponieważ bla bla bla bla... Kawa jest smaczna! A to jej niepodważalna zaleta. De facto, działa też pobudzająco, co tłumaczy jej popularność wśród zabieganych i niewyspanych ludzi.
 
Pytam siebie: dlaczego ja tak bardzo lubię kawę? Nie mam pojęcia. Lubię kolor kawy z mlekiem, ale to nawet nie powód. Kobieta naprzeciwko mnie też chyba lubi kawę. Nie mam pewności, ale tak wygląda. Jest zestresowana i odrobinę zniesmaczona życiem. To jednak też nie powód, żeby lubić kawę. Znam człowieka nad wyraz spokojnego i okazuje się, że on kawy nie lubi. Czy stres równa się kawa? Kto by pomyślał.
 
Podróż pociągiem to idealny moment, żeby napić się kawy. Podróży i tak nic nie skróci, więc nie spieszy się mi. Może napiszę do PKP i poproszę chociażby o automaty dla przewozów regionalnych? Pani w kasie jest mi dłużna 5 groszy, których mi nie wydała. Gdyby doliczyć te wszystkie „grosik będę dłużna” (miliony pasażerów słyszą to codziennie) nazbierałoby się na automat... Jedyne co mnie powstrzymuje, to fakt, że kawa z automatu od zawsze pachnie dla mnie jak zupa grzybowa. Przepraszam za porównanie, ale tak po prostu mam.
 
Mało kto wie, za co kocha kawę. To samo się tyczy wszystkich innych przysmaków z przydomkiem „używka”. Z drugiej strony, kto to widział, żeby wlewać w siebie coś, co nie jest korzystne dla naszych organizmów. Od lat powtarzam to o papierosach, szczególnie bliskim, którzy palą. A sama wlewam w siebie litry kofeiny, nie pamiętając o tym, że nie powinnam. Smutna to chwila prawdy, gdy trzeba przyznać się do błędu.
 
Przez podsumowanie poprzedniego akapitu, reszta drogi upływa w atmosferze melancholii. Podaje bilet przemiłej pani, która mnie o to prosi. Ma zadowolony wyraz twarzy, przypuszczam więc, że w pierwszym wagonie czeka na nią kawa. Może już ją wypiła i jej uśmiech wynika właśnie z tego faktu. Ja wiem jedno: wypiję dzisiaj mniej kawy niż zwykle, ze względu na moje zapiski i rozważania w wagonie drugiej klasy. Jestem jednak pewna, że miłości do kawy nie wyrzeknę się, bo ludzie kochają rzeczy różne, miłością absurdalną, bezwarunkową i niewytłumaczalną.
 
A ja siedzę w pociągu, pociągu do kawy.

 

 

Reklama
(5)
Komentarze